News arrow Fan Reports arrow Relacje z koncertów Rok 2009 arrow Świętochłowice 31 stycznia
Świętochłowice 31 stycznia
There are no translations available

 
Na Ostatki - ostatni koncert „In The Room” ?

 

Nie tak dawno temu Monika z Chorzowa napisała do mnie maila, że przydałby się jakiś koncert Krzysztofa Kiljańskiego, który byłby również okazją do spotkania się i pogadania. Zgodziłam się z nią w stu procentach, chyba nie do końca świadoma, że nie słyszałam Krzysztofa na żywo przez cały 2008 rok! Ucieszyła mnie więc wiadomość o koncercie w Świętochłowicach, gdyż jest to stosunkowo blisko mojej miejscowości, przynajmniej w porównaniu z Zieloną Górą, czy Poznaniem, gdzie ostatnio mogłam usłyszeć Krzysztofa. Nie wiedziałam jednak, czy moja praca i zajęcia pozwolą mi się wyrwać, dlatego wejściówki na koncert, które załatwiła dla fan - clubu Agata, przypadły Monice z Chorzowa i Gosi z Bytomia. Dziewczyny były pewne, że koncertu przepuścić nie mogą. No tak, rozumiałam je doskonale J. Ja również w końcu stwierdziłam, że ostatni dzień stycznia jest niezłą datą, aby trochę się rozerwać. Ponadto Monika zgodziła się mnie przygarnąć na noc ;-), dzięki czemu nie musiałam wracać w nocy sama. Nie zdając sobie sprawy, jak daleko leżą Świętochłowice od Chorzowa, czy Katowic, zapytałam Monikę, czy ona jedzie tam pociągiem. Ona na to: „Ja do Świętochłowic to mam 10 minut piechotą, także w najlepszym wypadku pojadę tramwajem dwa przystanki ;-)”. Trochę mnie to rozbawiło J. Jak sama później się przekonałam, na Śląsku jest wiele takich małych miasteczek, do których można się dostać w kilka lub kilkanaście minut. A swoją drogą- występ takiego Artysty, jak Krzysztof Kiljański, musiał być chyba ciekawym wydarzeniem dla mieszkańców Świętochłowic.

Monika zadbała o bilety- dla mnie i swojego chłopaka, Krzysztofa. Ostatecznie okazało się również, że na koncert nie przyjedzie Gosia, która rozchorowała się i niestety nie zdążyła wyzdrowieć:(.  Za pomysłem Moniki Sch. postanowiłyśmy zrobić jej niespodziankę i wziąć zdjęcie, które Krzysztof podpisałby specjalnie dla niej. Podróż pociągiem z Krakowa do Katowic minęła bardzo szybko, a na dworcu czekali na mnie Monika z Krzyśkiem. Krzysiek jest kierowcą, toteż dzięki niemu mogłyśmy wszędzie sprawnie się dostać. Pojechaliśmy na nieco spóźniony obiad. Siedząc w restauracji, patrzyłam przez okno na pięknie padający śnieg, a marzeniami byłam już na koncercie…

Do Centrum Kultury Śląskiej, gdzie tego wieczoru miał odbyć się występ naszego Artysty, dotarłyśmy bardzo wcześnie - o godz. 17.30. Budynek CKŚ na zewnątrz robi wrażenie, jest duży i usytuowany w parku. Wchodząc do środka czułam się, jakbym wchodziła do teatru, ale moje myśli o pięknym wnętrzu szybko znikły, a pojawiło się - powiedziałabym -  tradycyjne centrum kultury. Duży hol, a po prawej i lewej stronie schody, prowadzące w dół i do góry. I żadnej żywej duszy… Byłyśmy tym bardzo zaskoczone. Żadnego ochroniarza, portiera, po prostu nikogo. Od razu dały się słyszeć naszym uszom dźwięki instrumentów i już wiedziałyśmy- trwa próba! Najpierw zeszłyśmy na dół- za Krzyśkiem Moniki, gdzie okazało się, odbywa się impreza urodzinowa. Dźwięki, tak jak przypuszczałam, dochodziły z góry. Schody doprowadziły nas do dużych oszklonych drzwi, za którymi była całkiem pusta sala. Nie zastanawiając się długo, weszłyśmy do środka i szybko zorientowałyśmy się, że z sali tej wchodzi się jeszcze do jednej. W wejściu do niej stało dwóch lub trzech młodych chłopaków, którzy zajmowali się dźwiękiem. A na scenie Krzysztof z zespołem… Krzysztof szybko zniknął i pojawił się dopiero po kilkunastu minutach, ubrany w dżinsy, marynarkę i czapeczkę ;-). Muzycy wypróbowywali i ustawiali sprzęt, aby dobrze się słyszeć i dobrze ze sobą współgrać. My tymczasem staliśmy w wejściu przysłuchując się chłopakom. Nikt nas nie zaczepił, nie zapytał, co tam robimy, tak więc na dobrą sprawę mogliśmy już zająć miejsca w pierwszym rzędzie ;-). Miejsca były siedzące, ale nienumerowane. Po godz. 18 zeszliśmy jednak na dół, aby oddać nasze kurtki do szatni, która wcześniej była jeszcze zamknięta. Jak się okazało, niewiele się zmieniło… Nadal nie było nikogo, oprócz jednej dziewczyny, która przyszła zapewne na koncert. Wtedy też Monikę coś olśniło i przypomniała sobie, że właśnie tutaj miała swoją studniówkę. Na szczęście za chwilę pojawiła się pani bileterka, zaczęli powoli schodzić się ludzie, a jakaś inna pani zorientowała się, że pasowałoby otworzyć szatnię. Zostawiłam swoją kurtkę Monice, a sama poszłam, aby zająć nam dobre miejsca. Monika i Krzysiek mieli oczywiście zaraz do mnie dołączyć. Trochę nieswojo się czułam, wchodząc sama na salę z całkiem pustą widownią. Zespół nadal był na scenie. Po kilku minutach zaczęłam się niepokoić, bo nikt nie przychodził… Napisałam do Moniki SMSa, próbowałam dzwonić, ale chyba nie było zasięgu. Domyśliłam się, że ja tylko jakimś cudem tu weszłam, a ponieważ nadal trwa próba, to na pewno ludzi jeszcze nie wpuszczają. W sumie już miałam stamtąd uciekać ;-), kiedy Krzysiek mnie zauważył i rozpoznał J. Postanowiłam jednak zostać… ;) Tymczasem zadzwoniła Monika, która potwierdziła moje przekonanie. Nieco nudnawa próba zaczęła nabierać kolorów, kiedy Kris zaczął śpiewać „Precious Memories”. W końcu! Ten nieziemski, fantastyczny głos w mojej ulubionej piosence! Nie powiem, czułam się, jakby śpiewana była tylko dla mnie… A potem początek „Kołysanki”. Tylko początek, który był jednocześnie końcem, bo właśnie zaczęli wchodzić ludzie i zespół czym prędzej zniknął ze sceny.

Bardzo punktualnie, bo tuż po 19, rozpoczął się koncert. Zespół Krzysztofa w zupełnie innym składzie, niż dotychczas mi znany: Sebastian Stanny- chórki, Wiesław Sałata- gitara basowa, Mariusz Mocarski- perkusja, Piotr Wróbel- instrumenty klawiszowe oraz Artur Lesicki- gitara elektryczna i akustyczna. Wraz z dźwiękami „I don’t know where life’s going” pojawił się na scenie Krzysztof- teraz ubrany w garnitur w prążki oraz czarną koszulę. Jak zwykle - elegancja w każdym calu.

Ja powoli przenosiłam się w magiczny świat muzyki, schodząc na ziemię tylko po to, żeby przypomnieć Monice, aby zrobiła jakieś zdjęcie. Monika siedziała jak zaczarowana i chyba zapomniała, że trzyma na kolanach aparat ;-). Mówiła później, że nie chciała peszyć Krzyśka, no ale ja wiem, jak piosenki z „In The Room” potrafią oderwać  od rzeczywistości! Wszystkie utworki zagrane i zaśpiewane zostały w tradycyjnej kolejności. Mnie serce mocnej biło przy „This Is Forever”, „Precious Memories” oraz „Infinite Eyes”. Kocham te piosenki i dla mnie zostały wykonane po mistrzowsku! Były co prawda małe problemy z dźwiękiem, w pewnych momentach Krzysztofa było słychać podwójnie, a chłopak Moniki, jako fachowiec od dźwięku, ocenił, że było nieco za dużo basu ;-). Ale takie pewne techniczne problemy są często nieuniknione, kiedy gra się w takich różnych, nieznanych miejscach. Z okazji zbliżających się Walentynek Krzysztof zadedykował piosenkę „Stay” wszystkim zakochanym. Obok „Północ pusty bar” (tym razem bez kasikosza) pojawiła się również druga „barowa” piosenka, której wysłuchałam po raz drugi w życiu z wielką radością- „One for my baby”, z repertuaru Franka Sinatry.Tutaj Krzysztofowi na scenie towarzyszył tylko Piotr Wróbel.

Zespół już w komplecie dał czadu podczas „Lokatora”. Wykonanie tego utworu bardzo spodobało się publiczności. Koncert nieubłagalnie zbliżał się do końca. Jeszcze „Kołysanka”, a potem już tylko dało się słyszeć gromkie brawa. Publiczność wstała, co było dowodem na to, że występ bardzo się spodobał. A następnie długie oklaski wywołały zespół ponownie na scenę. Na bis Krzysztof zaśpiewał coś całkiem innego… ;)

Po koncercie prawie od razu udałyśmy się z Moniką za scenę- do Krzysztofa. Nie było to trudne. Elegancko weszłyśmy schodkami na scenę, a potem już za kulisy. Krzysztof nie kazał na siebie długo czekać. Był w dobrym humorze. Dość długo z nami rozmawiał. Ponieważ wszystkie możliwe płyty mam już podpisane, na autograf wzięłam mój album ze zdjęciami z koncertów i spotkań z Krzyśkiem. Krzysztof na widok zdjęć z 2005 roku powiedział: „Jacy wtedy byliśmy szczupli!” J. Podpisał nam również zdjęcie dla Gosi, które bardzo mu się spodobało. Pomęczyłyśmy trochę Krisa zdjęciami z nami ;-). Nieco się zagadaliśmy, a na naszego Artystę czekało parę osób, aby przeprowadzić wywiad. Przed pożegnaniem Krzysiek nas zapewnił, że następnym razem zobaczymy go na scenie w dżinsach, butach kowbojskich, flanelowej koszuli i z gitarą :D. Prawdę mówiąc nie wiem, czy to był żart, czy nie… J W czasie, kiedy my byłyśmy u Krzysztofa, chłopak Moniki rozmawiał z Mariuszem, w którym rozpoznał swojego kolegę ze szkoły muzycznej. Jaki ten świat mały!

 

Po godz. 21 wyszłam z jednego magicznego świata w drugi bajkowy…  Śnieg sypał i sypał.  Było pięknie.

Wielkie DZIĘKI dla: Krzysztofa za niezapomniany wieczór, Agaty za wejściówki, Moniki G. za sympatyczne towarzystwo oraz Moniki Sch. za dobre Anioły! ;-)

/Monika K./

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 
< Prev   Next >
Joomla Templates by Joomlashack