Szukaj na stronie...

Logowanie






Nie pamiętasz hasła?
Aktualności arrow Relacje arrow Spotkania arrow Gdańsk 2.08.2008
Gdańsk 2.08.2008

 

Gdańsk dźwiga muzę - czyli 2 w 1

 

Jeszcze wieczorem w piątek nie byłam pewna czy pojadę.... Ot zdrowie ciut nawala i wydawało mi się pomysłem naprawdę dość karkołomnym wybieranie się tak daleko na tak wydawałoby się męczącą imprezę. W duchu myślałam o sobie „ryzykantka”, ale tak strasznie mi było smutno kiedy wpadałam w tryby rozsądkowe mówiące mi „lepiej zostań w domu”, że po prostu: machnęłam na nie ręką i powiedziałam sobie „never give up!” jak jakiś naiwny Amerykanin i cóż rano w sobotę wyruszyłam w trasę...

Gdańsk Dźwiga Muzę – cykliczna impreza gromadząca chyba prawie wszystkich artystów naszej polskiej sceny w ciągu kilkunastu weekedów w Gdańsku. Koncerty odbywały się przy Bramie Oliwnej, na Placu Zebrań Ludowych. Ten, na którym mieli występować m.in. obaj „moi” artyści, czyli Krzysiek Kiljański i Andrzej Piaseczny miał być ostatnim z tego cyklu w tym roku.

Z moich pierwszych informacji zarówno od Karoliny jak i Agaty wynikało, że Krzysiek miał wystąpić o 21-szej tóż przed Piaskiem, co oczywiście absolutnie nie było mi na rękę, jeśli chciałam się z nim spotkać i również być na koncercie Piaska... Z tego powodu miałam niezły zgryz, ponadto dodatkowy stres, że jest to duża impreza i w ogóle generalnie ciężko będzie wejść za kulisy. Jednakże jak się później okazało wszystkie te zgryzy rozgryzione zostały elegancko przez łaskawy los... ;) 

Do naszego hotelu – hotelu ekipy „piaskowej” rzec można by, mieszczącego się nieopodal Placu Zebrań Ludowych gdzie odbywały się koncerty, dotarłam bez kolizji albowiem taksówką. O wiele mniej szczęścia miały Iza z Anią, które nieźle pobłądziły w zakamarkach parku i nadłożyły drogi. Wcześniej już zalogowali się na miejscu mieszkańcy Bydgoszczy w stałym 5-osobowym składzie + dwie nowalijki które bardzo pięknie się „przyjęły” na gruncie piaskowym;) (a mówię że to nieurodzajna gleba!:D)

Bydgoszczanie i później Szczecinianki wybyli na miasto, namiast ja niestety musiałam się przespać troszkę i odpocząć. Wcześniej jednak Iza mnie skutecznie zmotywowała do wyprawy do Kolportera w Manhatanie, gdzie było spotkanie z Piaskiem (które chciałam początkowo sobie odpuścić) ofiarowując mi moje zdjęcia z Artystą z Janikowa w atrakcyjnym powiększeniuJ Zresztą wiem, że jakbym nie poszła to bym żałowała....

W salonie prasowym pojawiliśmy się więc w komplecie plus jeszcze chyba z 6 innych mobilnych fanów z FC z różnych stron Polski. Pojawiła się też lokalna fanka Bożena z córką Natalią.

Spotkanie z Andrzejem było bardzo miłe, bo nie przybyły tłumy, było kameralnie i swojsko. Artysta w wyśmienitym powakacyjnym humorze spełniał wszelakie życzenia: a to zdjęcia w parach a to „szczególne inicjacje” (bo koleżanka Magdy spotkała go pierwszy raz – i  zarobiła “inicjacyjnego buziaka”), a to znowu pocieszające wpisy na moim zdjęciu…:)

 

Ze spotkania pojechaliśmy prosto na Plac Zebrań Ludowych: Bożena uprzejmie zabrała mnie samochodem, reszta wzięła taxi. Na miejscu na scenie produkował się zespół Bisquit, ludzi było naprawdę niewielu, co nas początkowo zdziwiło, ale później spisaliśmy to na karb niepewnej pogody (miało się na deszcz). Pod sceną spotkałyśmy grupkę fanek Piaska, reszta była w drodze.... włącznie z naszą Ewą, która jechała z mężem i małym Partykiem tramwajem...

Cóż, zespół Bisquit nas delikatnie rzecz ujmując nie zachwycał LIVE i raczej nie mogliśmy się doczekać kiedy zniknie ze sceny... Po nich planowo, wg rozpiski mi znanej miała występować Tatiana Okupnik, więc chciałyśmy z Bożeną sobie iść na piwo... a tu nagle zapowiedzieli: Krzysztof Kiljański. Ups! To się pozmieniło. Nauczka na przyszłość: „za 5 min 12” jeszcze raz sprawdzić godz. z managerką! Wobec tego zostałyśmy a ja się ucieszyłam, że między koncertami Krzyśka i Piaska będzie przerwa w postaci koncertu Tatiany Okupnik i szybko załatwiłam z Agatą żeby nas (tj. mnie i Ewę) po jego koncercie wpuściła za kulisy.  Niestety przez ten mój brak czujności co do godzin, Ewę minęła 1/3 koncertu:(. Jednak w końcu dotarła z resztą rodzinki.

Po przeraźliwie głośnych i zbyt basowych dżinglach „Gdańsk dźwiga muzę” przyprawiających nas o ból brzucha, podczas, których montował się zespół KK,  zapowiedzieli naszego Artystę. Standardowy początek od „I don’t know where life’s going”. Obok mnie z połowa naszej „piaskowej grupy” w pierwszym rzędzie przy barierkach. „Mam nadzieję, że nie zaśniecie;)” – rzuciłam żartem do nich. Zapewniali, że nie, że oni „smęty” tez lubią. I potem zadziwili mnie faktycznie super się bawiąc przy żywszych piosenkach (no głównie „Lokatorze”;)). Koncert „In the Room”. Ani ja, ani pewnie nikt z FC ani jak się potem okazało sam Krzysztof, nie sądziliśmy że jeszcze taki w przyrodzie wstąpi... No właśnie: w przyrodzie.... Krzysiek, jego muzyka, tak kameralna, tak stonowana – przecież zupełnie nie pasuje na koncerty plenerowe. Nie pasuje i wiele traci – tak myślę. Ale! O dziwo, publiczność przyjęła go dość ciepło, ładnie śpiewała „Prócz Ciebie Nic” i naprawdę widać było, że się podoba. Bożena z FC Piaska rzuciła: „On jest taki relaksacyjny - jak człowiek chce odpocząć”J Krzysztof nie był zbyt rozmowny na scenie. Właściwie  wyraził jedynie radość że jako „szczur lądowy” znalazł się w o wiele zdrowszym klimacie i od razu żal, że niestety tylko na tak krótko. Poza tym były zasadniczo standardowe zapowiedzi piosenek. O ile pamiętam bisu nie było, ale nie jestem pewna.  Na koniec usłyszeliśmy „Kołysankę”. Hmmm  dodatkowych rzeczy pojawiła się jedynie moja „ulubiona”, hmmm, „Infinity Eyes”. Ech, a miałam nadzieję na Sinatrę!

 

Po koncercie, kiedy na scenie pojawiła się Tatiana, przyszedł sms od Agaty zebyśmy się pojawili, przy bramie wjazdowej za kulisy. Po krótkiej orientacji „gdzie to?” z której bardzo szybko wybrnął Zbyszek udaliśmy się tamże. Po chwili nadszedł , syn Agaty i wręczył nam eleganckie zawieszki „Gdańsk dźwiga muzę”, dwie niestety. Ochrona łaskawie wpuściła Patryka synka Ewy bez identyfikatora, a Zbyszek został. Ale jak już weszłyśmy i Agata wyszła nam naprzeciw to powiedziała, że zaraz coś mu tez wymyśli i za chwilę Zbyszek też wszedł do nas. Kulisy to był dość duży teren, którego „zabudowania” skupiały się zaraz za sceną w postaci baraków stanowiących garderoby artystów oraz kilku obszernych stoło-ław z baldachimami. Po drodze do miejsca wskazanego przez Agatę, gdzie czekł KK, zauważyłam wielki biały autokar, co mnie z lekka zdziwiło, gdyż artyści z reguły podróżują busami. Okazało się, że był to pojazd wynajęty przez Kayax dla 3 ekip: KK, Tatiany i Bisquita.

Powitania i od razu życzenia imieninowe hmm, ciut spóźnione... Krzysiek zaczął protestować, że przecież on nie obchodzi imienin i, że go za bardzo rozpieszczamy... Bez skutku i tak dostał prezentyJ Po chwili jak usadowliśmy się wszyscy w jednym z ław-stołów, nastąpiły oględziny prezentów. Ewka podarowała miśka oraz swoją płytę jak również płytkę ze zdjęciami z koncertu w Gdańsku chyba rok temu (?) na CD.  Ja nie mogłam się doczekać aż KK zajrzy do mojej torebki i go aż poganiałamJ A co tam było? Tam była biurkowa perkusja, czyli taki zestaw bembenków jak w perkusji na którym można grać, i można tez rejestrować swoje nagrania. Dla zainteresowanych bliżej: http://www.bzdura.pl/t=dP/Zakupy/_a=goToSource/display_self=1/Biurkowa_Perkusja-11222.html (i radzę włączyć filmiki w multimediach:D)

Prezent BARDZO się spodobał i natychmiast powstał problem: jak to uchronić przed MichałkiemJ? (Poźniej się dowiedziałam, że nie udało się uchronić, niemniej bembenki przeżyły;)). No, ale to jeszcze nie było wszystko..... ponieważ jeszcze była płytka „15 dni” Piaska z jego śmiszną czy dziwaczną dedykacją;)

Siedzieliśmy centralnie naprzeciw garderoby Piaska (naprawdę przypadkiem!), tak, że oczywiście w momencie oględzin płytki Piasek akurat przechodził i Krzysiek go skonfrontował z tą dedykacją. Ewa nawet zdążyła pstryknąć zdjęcie – co tylko potwierdza jej talent fotoreporterski;)

Moim zdaniem Andrzejek niesłusznie wyraził obiekcje co do takiego prezentu dla KK wyrażone i mi bezpośrednio i w tejże dedykacji.Ale to się w zasadzie okaże (po przesłuchaniu)... jednak płytka jest tak dobrze przekompilowana przez samego Piaska, że świetnie się słucha, a jest tam sporo mniej znanego Piaska i takiego „szczególnego”. Ja tam jestem dobrej myśli;) 

Czasu z Artystą mieliśmy sporo bo cały koncert Tatiany która nam dudniła za plecami. Trochę to było uciążliwe bo trzeba było dość głośno mówić – jakbyśmy byli w klubie.

W tle plątali się muzycy Piaska, sam Piasek co rusz to w innym stroju, a pod koniec występu Tatiany już elegancko wystrojony a la George Michael...

Tradycyjnie Agata „porwała” nam KK „na 5 min” (czyt. 15 min) wywiadu z przesadnie wesołym młodzieńcem z WP prowadzącym koncert...  Podczas nieobecności KK jego muzycy kilka razy mu podkradali papierosy – tłumacząc się nam, że odkupią;) Kiedy Artysta się pojawił znowu przy nas, zapytałam czy pytali o nową płytę. Krzysiek żartował, że teraz ma na to pytanie jedną odpowiedź: „Kiedy? Na Euro 2012 chyba zdążę”. Natomiast płyta big bandowa jest już bardzo blisko i na listopad będzie. I tak to czas przeleciał... Krzysztof wyraził żal że tak ot: przywiozą ich nad morze i wywiozą a morze nie widzieli:( Ja też nie widziałam – tym razem – nie było jak i kiedy.

 

W międzyczasie na scenę już wszedł Piasek. FC trzymał mi miejsce w pierwszym rzędzie, powinnam już zniknąć, niemniej nie wypadało mi. Ale ponieważ już pojawił się ów biały autokar, to pożegnałyśmy się z KK i chyba na 3 niestety piosence Piaska pojawiłam się znowu przy dziewczynach (uroki akcji: 2 w 1). Ewa również została na koncercie, ale że wyszła ciut po mnie zza kulis to nie mogła mnie znaleźć.

W klimat koncertu wpadłam natychmiast! Było ciemno, scena duża chociaż niezbyt daleko nas, piękne światła robiły klimat – nie bolało nas specjalnie, że nie było możliwości wejścia przed barierki (tym bardziej, że tam był żwir a za elegancki bruk;)), gdyż, ludzi nie było straszliwie dużo, my wszyscy prawie w pierwszym rzędzie z luzem – no piękna sprawa!!!

Publiczność nie była liczna ale była bardzo aktywna, śpiewająca – no jeśli o nas chodzi to wręcz „wyjąca”:DD Andrzeja roznosiła energia, dał z siebie tyle ile tylko było możliwe. Coś było takiego w nim świeżego i entuzjastycznego. Porwało to nas, i ten nocny ciepły jak się okazało bezdeszczowy klimat. Nie pamiętam kiedy tak dobrze się bawiłam na koncercie Piaska, choć zawsze bawię się doskonale. Nie wiem jak inni, ale dla mnie ten koncert był jakiś wyjątkowy. No i mój naprawdę ostatnio zdechły organizm jakby totalnie zapomniał, że jest zdechły. Wg wszelkich praw natury powinnam była paść na 3 piosence, a tymczasem nie dość, że nic mi nie było to jeszcze JAKĄ miałam energię!!! Byłam po prostu zaszokowana tym. Koncert skończył się przed północą.

Po koncercie optymistycznie weszłam znowu za kulisy (miałam identyfikator od Agaty) i spytałam Karolinę czy i inni mogliby ale sprawa była przegrana z powodu braku aż tylu identyfikatorów (było nas 13 osob). Niemniej nikt nie miał specjalnie pretensji bo przecież widzieliśmy się z Piaskiem z Kolporterze. Wobec czego ja już też „dałam mu spokój”;) i dołączyłam do reszty. Wooooolnyyyyyym krokiem udaliśmy naszą ekipą się do hotelu, gdzie jeszcze posiedzieliśmy trochę w barze dzieląc się wrażeniami z koncertu i nie tylko.

W niedzielę rano każdy udał się w swoim kierunku, szczęśliwy, naładowany pozytywną energią. Zmęczenie? Jakie zmęczenie??? Ani fizyczne specjalnie, a psychicznie to już tylko harmonia i pozytyw! DZIĘKI kochani moi Artyści, kochane pomocne managerki, dzięki Ewa z rodzinką i całe pozostałe pozytywne towarzystwo piaskowe!

To teraz możemy jedynie czekać na koncerty KK z “zielonymi”;), aczkolwiek mogą sie zdarzyć po drodze niespodzianki…;)

/Monika.S./

 
następny artykuł »
Joomla Templates by Joomlashack