Zielona Góra 20.06.2008

 

Taniec z Mediami i nastrojami

 


Zielona Góra zorganizowała sobie rodzaj turniej tańca, w którym brali udział przedstawiciele lokalnych mediów (np. Gazety Lubuskiej, Radia Zachód, Radia Zielona Góra, Telewizji Kablowej, Telewizji Odra) oraz mistrzowie szkoły tańca „Gracja”. Czyli coś w stylu Tańca z Gwiazdami TVN z ta różnicą, że dochód z imprezy był przeznaczony dla osób z upośledzeniem umysłowym. Krzysztofowi zaproponowano występ podczas finału konkursu razem z Big Bandem Jerzego Szymaniuka. Artysta załatwił dla FC specjalne zaproszenia, co było naprawdę miłą niespodzianką:)

Nie chciało mi się wcale tam jechać... Ekipa z Fan Clubu, która miała być taka fajna rozpadła się prawie w ostatniej, z różnistych „życiowych” powodów. Krzysiek zapowiedział, że nie będzie czasu pogadać. To było tylko 5 utworów. Tylko ja z Ewelką. Wszystko na nie! Naprawdę odeszła mi ochota. Na dodatek jak rano wstałam zobaczyłam deszcz za oknem i myślałam, że zaraz się położę znowu spać....Ale jak to często bywa (jeśli nie zawsze!) wtedy właśnie jest najfajniej i zupełnie nie tak jak się na to zapowiadało...

 

Pociąg. Książka- drzemka- książka- drzemka.... (oszczędzałam baterie – tel. MUSIAŁ działać, więc muzyki nie słuchałam). Nawet przeleciało do tej Zielonej (2,5 godz.). Dojeżdżamy. Nagle usłyszałam „You Are the Sunshine of My Life”, czyli dzwonek przypisany do KK. „Monika, hmmm, wychodzi chyba na to, że jedziemy tym samym pociągiemJ” Krzyśkowi tylko się drzemka przedłużyła na całość podróży, dlatego nie dzwonił wcześniej. No ładnie! Czyli zaczęło się już ciekawie. Postanowiliśmy iść na kawę, zanim udamy się na próbę do MOSIRu. Ewelka meldowała, że już jedzie z Nowej Soli. Miałam nadzieję, że dotrze w międzyczasie.

Jeszcze na dworcu spotkaliśmy „następczynię” Krzysztofa przy Old Friends Orchestra (przykro mi, ale nie zapamiętałam imienia), która w sobotę miała występować w Palmiarni z tym zespołem na uroczystym jej otwarciu. Cóż jeśli tak pięknie śpiewa jak wygląda, to jest to godne zastępstwo;)

W pobliskim pubie, którego nazwy nie wymienię, i gdzie kawy nie polecam spędziliśmy kilka chwil. Ewelka nadal jechała samochodem gdy nadszedł czas by się zbierać na próbę. Powiedziałam jej, żeby jechała od razu na miejsce.

 

Początkowo planowano tą imprezę zorganizować w „Palmiarni”, ale tam jak się okazało nie byłoby tyle miejsca dla tańczących. Dlatego zdecydowano się na halę sportową w Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji, co na pewno było z korzyścią dla tancerzy, ale niestety nie dla dźwięków dostarczanych przez Big Band i KK.

Gdy weszliśmy do środka zauważyłam przed nami Panią Urszulę Dudziak. Przywitali się z Krzyśkiem serdecznie, też zostałam przedstawiona. To było super - podać rękę Pani Uli którą bardzo lubię:). Wyglądała fantastycznie, oczywiście wesoła i uśmiechnięta oraz pełna werwy.

Krzysztof sądził, że ta próba akustyczna będzie super krótka... Wyszło zupełnie inaczej. Najpierw Pan Szymaniuk próbowal z Panią Ulą, i jej córką co ciekawsze. Kim jest ta dziewczyna całkiem nieźle jazzująca na scenie dowiedziałam się od Pani managerki Urszuli Dudziak, która podeszła do mnie, biorąc mnie za kogoś z ekipy KK. Wyjaśniłam, że tylko prowadzę FC, ale jej chodziło jedynie o informację jak mniej więcej będzie wyglądał występ KK. Powiedziałam, co wiedziałam od Artysty, że 2 piosenki na początek, 1 w środku i 2 na koniec. Pani Urszula z córką częściowo przećwiczyła chyba z 3 utwory w tym Papayę. W międzyczasie Krzysztof z 3 razy się upewnił, że na będą na nas czekać zaproszenia przy wejściu: hasło „goście Krzysztofa Kiljańskiego – Fan Club Lokator” oraz porozmawiał z kilkoma znajomymi.

Pani Ula skończyła, i Krzysztof zaczął próbować swoje kawałki z Big Bandem, a tymczasem Ewelki nadal nie byłoL Dzwonię ponownie – stoją w korkach.... W końcu Ewelka też dotarła. I miała aparat! To tak.... uff – bo nie przypominałam jej, żeby zabrała...  No ale ludzie z głową na karku sami wiedzą co mają robić;)

„Krótka próba” w wizji KK spaliła na panewce, bo przećwiczyli dokładnie wszystkie 5 utworów a ja podskoczyłam na ławce jak usłyszałam „I Can’t Stop Loving You” w tej świetnej aranżacji. Krzysztof w stroju „sportowym” (jeansy i luźna koszula), siedział sobie na tronie Bachusa (jak się później okazało – części dekoracji dla tańca z winobrania) i śpiewał jakby od niechcenia, ale wiadomo, że to tak się tylko wydaje;) Artysta już przed przyjazdem tam wiedział jaka jest akustyka sali i żałował, że Zielona nie ma innego miejsca gdzie można by zmieścić tancerzy, a jednocześnie zapewnić prawidłowe brzmienie. To prawda, że dźwięk się rozpraszał, że nie było najlepiej z tym... Ale naprawdę ja - i myślę Ewelka też – byłyśmy już TAK BARDZO wygłodzone czegoś KK na żywo, a do tego jeśli to był Big Band i standardy jazzowe – to naprawdę nie mogło tego NIC popsuć! Co prawda, miałyśmy tą przewagę, że byłyśmy w zeszłym roku na koncercie w Zielonej Górze w Filharmonii – wtedy z Old Friends Orchestra i wiedziałyśmy jak to brzmi „naprawdę”, więc na pewno było nam o tyle łatwiej. W każdym razie, ja już na tej próbie byłam zachwycona, wręcz szczęśliwa, że wreszcie, wreszcie: KK na żywo i to w TYM repertuarze w którym go muzycznie kocham NAJBARDZIEJ.

 

Próba się skończyła i Krzysiek podszedł przywitać się z Ewelką, żartobliwie ją besztając za spóźnienie. Zrobiło się lekko późno, a Krzysztof musiał przecież pojechać do hotelu i przygotować się do występu. Zabrałyśmy się z nim do miasta – coś zjeść. I to było akurat tyle czasu. Zaraz potem znowu taxi podjechałyśmy ponownie pod MOSIR (zawsze mnie bawi że w tym mniejszych miastach gdziekolwiek nie jedziesz to taxi kosztuje, 7-10 zł:D).

O 17:30 w przybytku kultury sportowej było już trochę ludzi aczkolwiek nie jakiś tłum. Pani sprzedająca bilety i zajmująca się zaproszeniami miała dla nas w kopercie z napisem FC „LOKATOR” zaproszenia – czyli wszystko grało.

Na sali dla Jury, sponsorów, przedstawicieli mediów i ....dla nas były przygotowane stoliki, reszta publiczności siedziała na trybunach. Z Warszawy jechała też Agata, która, dzięki małemu „poślizgowi” w rozpoczęciu imprezy zdążyła na pierwszą piosenkę KK.

 

Cóż ja mam napisać o samej imprezie? Bardzo dobrze, że zorganizowali taki turniej. Należy być pełnym podziwu dla dziennikarzy którzy przez ileś tygodni przygotowywali swoje tańce, poświęcali czas zupełnie nieodpłatnie, żeby pomóc potrzebującym. Słowa uznania dla Szkoły Tańca również, która przygotowała tancerzy amatorów. Można by dyskutować  czy było dobrym pomysłem prezentowanie występów tanecznych na przemian z występami KK i czy nie lepiej byłoby, gdyby KK miał jedno wejście, np. podczas obrad jury. Jednakże, tak to właśnie ktoś wymyślił.

Zanim jeszcze wszystko się zaczęło KK przysiadł się do naszego stolika i trochę z nami pogadał. Ubrany już tak elegancko jak tylko to jest możliwe czyli w świetny czarny garnitur czarną koszulę i stalowy krawat. To była też okazja do małej sesji foto (która wyszła średnio niestety).

 

 

Na początek usłyszeliśmy dwa utwory w wykonaniu Krzysztofa i niestety nie będąc tak biegłą w tym repertuarze jak Wer (której zabrakło) nie napisze co to było. Z całości wykonanych utworów, z tytułów znam tylko 2, chociaż słyszałam pewnie wszystkie: „I’ve Got You Under My Skin” i moje ukochane „I Can’t Stop Loving You”.

 

Na parkiecie prezentowały się pary konkursowe z przerwami na prezentacje rożnych występów Szkoły Tańca z czego zdecydowanie najciekawszym był występ kilkunastu par w specjalnych argentyńskich strojach tańczących tango. Oni byli w wieku raczej średnim, chociaż byli i młodzi - amatorzy a zatańczyli genialnie.

Krzysztof w przerwach pomiędzy swoimi występami siedział z nami, a Pan Szymaniuk znajdował sposoby, żeby dać mu znać, że zaraz wychodzi. Drugie jego wejście to były znowu dwa utwory. Big Band jest rewelacyjny! To było słychać mimo niesławnej akustyki sali. KK mówił, że tam jest spora rotacja. Jak wiadomo Jerzy Szymaniuk prowadzi ten Big Band przy Uniwersytecie Zielonogórskim, dlatego sporo tam młodych muzyków. Oczywiście nasz Artysta jest na równie światowym poziomie, co ci muzycy. Zabrzmi jak zabrzmi ale jak  słyszę KK w jazzowych utworach  nasuwa mi się tylko jedno: „Klękajcie narody!”:D

„I nie ma w tym ani 5% przesady”, (cytując „pewnego pana”)  Ba, nie ma nawet 1%, to jest zero przesady. Tylko tak mogę wyrazić swoje wrażenia.

KK miał jeszcze jedno wejście z 1 piosenką, ale trochę się zgubiłam w którym momencie to było. Naprawdę była to niezła „przeplatanka”. Myślę, że to też jest pewne utrudnienie dla artystów, takie śpiewanie „na raty”. Nie, żeby to było widać w przypadku Krzyśka, ale to, że nie widać/słychać to nie stanowi, że tak nie było.

 

Potem o ile dobrze pamiętam ogłoszono wyniki Tańca z Mediami. Wygrała bezkonkurencyjna para reprezentująca Radio Zielona Góra, która zdobyła również nagrodę publiczności.

 

Na koniec imprezy Urszula Dudziak wykonała 3 utwory w tym jako finał „Papayę” którą zatańczyli na parkiecie tancerze i dziennikarze oraz wszyscy którzy chcieli się przyłączyć.

 

Cóż. Pozostało się pożegnać, bo KK i Agata jeszcze mieli sprawy służbowe do omówienia.

Zresztą to była nasza przedostatnia szansa na autobus do Nowej Soli, na który zdążyłyśmy na ostatni gwizdek.

Byłyśmy BARDZO zmęczone i BARDZO szczęśliwe. Początkowo w głowie głównie z Papayą. Ewelina sądziła, że zostanie jej tam ona na tydzień i już żałowała koleżanek w pracy którym miałaby to nucić w kółko... Ale nie! Dzisiaj (czyli na drugi dzień) stwierdzamy że wygrał KK. Mnie nie odpuszcza przepiękna i super oryginalna „I Can’t Stop Loving You”, nie wiem co ma w głowie Ewelka, ale na pewno coś KK z tego występu.

Krzysztof mnie dzisiaj pytał czy warto było pojechać i czy nam się podobało jakoś tam, mimo tej akustyki. Chyba powyżej rozwinęłam moją krótką odpowiedź w sposób nie pozostawiający wątpliwości, proszę Pana;)?

Dziękuję serdecznie: KRZYŚKOWI za zaproszenia i cudowne muzyczne i niemuzyczne chwile, Ewelce za wspaniałe towarzystwo i gościnę (i tu szczególne ukłony dla jej mamy!) oraz rolę foto-reportera, a w końcu wszystkim którzy naprawdę szczerze chcieli przyjechać i pech chciał, że nie mogli, czyli: Monice K., Monice G., Wer, Asi i Marzenie z  FC Piaska

To też się liczy!

Mam nadzieję, że Krzysztofa z Big Bandem jeszcze usłyszymy na innych koncertach i że wtedy będzie nas liczniejsza grupaJ

/Monika.S./

 
« poprzedni artykuł
Joomla Templates by Joomlashack