Kulturalia w Lublinie - czyli Krzysztof wśród młodzieży
Tytułem wyjaśnienia: dostałam dwie świetne relacje od młodzieży z Lublina, nie umiałabym wybrać jednej dlatego taka trochę inna forma tej relacji, myślę pasują i do stylu dziewczyn;) - Monika.
Gabra: Koncert miał sie rozpocząć o 19 w jednej z auli na KUL-u. Umówiłyśmy się z Magda pod glównym wejściem do Uniwersytetu o 18,50 i - po krótkim zapoznaniu się - skierowałyśmy do środka. Podażyłyśmy za tłumem, który jednak dobrze nas doprowadził - do właściwej auli. Tam rozpoczęło się czekanie, aczkolwiek nie bylo nudno, bo próbowałyśmy się lepiej poznać:D. A, że było gorąco pojawił się problem dostępu do zimnych napojów. Znalazłyśmy 2 automaty na kawę (obok siebie) ale niczego zimnego:( W końcu tak ok.19,20 zaczęli nas wpuszczać do auli i od razu pojawiły sie kłopoty z rzędami, bo ochrona nas chciała wywalić z naszych miejsc w tył. Jednak okazało się, że my lepiej umiemy liczyć do 4 i siadłysmy z powrotem w naszym rzędzie... I już nikt się nie czepiał.
Magda: 19:25. Niecierpliwe, podekscytowane czekamy. 19.30.Zespół wchodzi na scenę, zaczyna grać. Ale Jego jeszcze nie ma - wśród widowni lekkie zaniepokojenie: czy to aby na pewno koncert KK?! Nagle otwierają się drzwi i Artysta wbiega na scenę. Witany gromkimi brawami, na wstępie wykonuje piosenkę Don't Know Where Life's Going' Zaraz po niej przychodzi czas na krótką anegdotkę z dzieciństwa KK - Lubelszczyzna kojarzy Mu się szczególnie z zimą i zaspami, a tu przywitało go słoneczko. I na nic przyda się ciepły kożuszek:]Po kilku utworach z płyty In the room i przedstawieniu Kasikosza, przyszedł czas na cover, i to nie byle kogo, bo samego wielkiego Franka Sinatry. Pomimo niewielkich problemów technicznych, mogliśmy napajać się bardzo udanym wykonaniem tego utworu.. Nie zabrakło także "Infinity Eyes" , której niestety nie możemy podziwiać na, jak na razie jednej, płycie Artysty, ale jest ona częstym gościem na koncertach. Ze 'stałych bywalców' koncertowych, warto też wspomnieć o piosence "Prócz Ciebie, nic" - bez Kayah, ale za to z pomocą damskiej części widowni. Wyszło równie dobrze;)
Gabra: Niestety, zdjęcia można było robić tylko przez 3 pierwsze piosenki, i to na dodatek bez flesza. Próbowałam zresztą złamac ten zakaz, ale mój aparat nie radził sobie z oświetleniem więc i tak by nie wyszły. Dałam spokój - robiłam bez... Efekty widać :(
Magda: Po trochę ponad godzinie, przyszedł czas na zejście ze sceny jednak żaden dobry artysta, a tym bardziej taki gentleman, jakim jest Pan K., nie opuszcza fanów bez bisu! Jak na późną porę "Kołysanka" spisała się doskonale... Już tylko wspólny ukłon całego zespołu w stronę publiczności, która odpowiedziała owacjami na stojąco i... już. Tak szybko zleciało. Tak szybko płynie czas przy dobrej zabawie...
Gabra: Koncert był stanowczo za krótki:( - choć Monika twierdzi, że ok. 1 godziny to standard :(.Krzysztof był w świetnym humorze, żartowal, miał świetny kontakt z publiką.Jeden cover Sinatry zaczynał 2 razy, bo ,,byly problemy ze sprzętem":)Po zakończonym utworze stwierdził, że problem może się powtorzyć i czy gramy to jeszcze raz :D Ale nie zagrał :( Poza tym KK narzekał na warunki pogodowe w Lublinie, mówił, że przyzwyczaił się, że jest tu zimno, ubrał się grubo, a było prawie 30 stopni (krótki rękawek obowiązkowy, gorąco musiało być w garniturze...) . Stwierdził, iż z chęcia przyjedzie jeszcze do naszego miasta z nowym materiałem (w końcu owacje na stojąco dostał i przywitanie chyba mu sie spodobało), ale jak będzie zimniej - najlepiej -6:D
Magda: Po zakończeniu koncertu przyszedł czas na autografy, zdjęcia, Gabra i ja stoimy sobie na końcu, aż tu nagle znajomy głos zaczyna coś krzyczeć: KK: A jest ktoś z Lokatora? My:Taaaaaak!!! KK:Gdzie? My: Tuuuuuu!!! Na końcuuuu! FanClub to naprawdę dobra rzecz:D Przywitałyśmy się grzecznie (oczywiście musiałam palnąć coś głupiego:P) i dalej czekałyśmy na spotkanie sam na same, jeden na dwie (my, rządne przygód i autografów dziewczyny z Lokatora):->)
Gabra: Zgodnie z wczesniejszymi instrukcjami stanęłyśmy z tyłu i czekałyśmy, aż się przerzedzi. Ale Krzysiek zaczął wołac, gdzie sa jego ,,Lokatorki" i czy w ogóle są , to się stawiłyśmy naprzód przywitać :D. Ja do konca życia zapamiętam Magde ... -"Krzysztof jestem" -"Ale ja pana znam!" :) Myślałam, że padnę :D Potem znowu stanęłyśmy obok, a KK poszedł udzielać wywiadów. W między czasie podszedł do nas ktoś z Samorządu Uczelnianego z pytaniem, skąd my znamy Krzysztofa:) Jak mu powiedziałyśmy, że jesteżmy FC to się dopytywał oficjalny, a potem zaczął się dziwić, że skoro nie jeździmy po całej Polsce to skąd KK nas zna? Cóż... :)
Magda: Kilka(naście) minut czekania i oto ukazał się nam z powrotem... Na pewno opłaciło się zostać dłużej (nie, nie tylko ze względu na tego przystojnego ochroniarza w pomarańczowym krawacie :p), choćby dlatego, że zobaczyłam KK w stroju innym niż garnitur. Dotąd byłam prawie pewna, że w swojej szafie trzyma tylko czarne garniaki Dzięki Bogu, przeliczyłam się:)) Krótka rozmowa, sesja zdjęciowa, autografy uwieńczyły tak udany wieczór, że długo (jeżeli kiedykolwiek) go nie zapomnimy! Do zobaczenia! - zakończył K. Mam nadzieję, że jak najszybciej.
Gabra:
Potem zaczełyśmy się niecierpliwić, czego dowodem był SMS do Moniki, która wszystko ładnie pozalatwiała i Krzysztof do nas wyszedł. Chwilkę sobie porozmawiałyśmy, były autografy, obowiązkowa sesja FC (Krzysztof byl bardzo zdziwiony, jakim cudem wszystkie 3 zdjecia wyszly pod rzad), a szanowny pan ochroniarz chciał zakosić mój aparat.No i w końcu przyszedł czas pożegnania (jak to pięknie brzmi). Krzysiek kazał nam napisać relację więc relacja jest :) Madzia rozśmieszała i na koniec ("Nie będę myła tego policzka ani prawej reki":D) Podsumowujac : BYLO PRZECUUUUDNIE
Dziekuje: - Monice - za organizacje tego wszystkiego, za pomoc, po prostu za wszystko - Madzi - za przyjemnie spędzony czas, dużo śmiechu, i herbatę, co ma w końcu mniej kalorii niz 7UP :D - Krzysztofowi - za piękny koncert, wspaniałe emocje i przede wszystkim cieplutkie przyjęcie i poczucie humoru