Search

Log in






Lost Password?
News arrow Fan Reports arrow Concerts arrow 2005 arrow 18.12.2005 Poznań
18.12.2005 Poznań
There are no translations available

 "W Poznaniu czuję się jak w domu"

 

 

...powiedział Krzysztof podczas niedzielnego koncertu na Starym Rynku, gdzie mimo mało sprzyjającej aury zebrał się spory tłum, głównie młodych ludzi. Koncert ten był przyczyną zmartwień Stowarzyszenia Flos Iuvenum  organizatora piątkowego koncertu charytatywnego w którym to też wystąpił Krzysztof Kiljański. Obawiano się, że jeśli będzie koncert sponsorowany  Krzysztofa na Starym Rynku to bardzo mało ludzi zdecyduje się przyjść do Auli płacąc za bilety. Jak już pisałam w poprzedniej relacji, obawy te okazały się być całkowicie bezpodstawne, gdyż Aula UAM była wypełniona po brzegi. Po prostu: publiczność piątkowa była inna i niedzielna też inna. Jednakże, jedni i drudzy przyjęli naszego Artystę BARDZO GORĄCO.  
 
Niedziela nie była tak napiętym czasowo dniem jak piątek. Co prawda, Krzysztof z Agatą przyjechali z Torunia dopiero ok. południa. Poprzedniego dnia (w sobotę) odbywał się tam w klubie Odnowa koncert ku pamięci Grzegorza Ciechowskiego. Występowało mnóstwo artystów, głównie sceny rockowej i punkowej, z bardziej znanych Ewelina Flinta, którzy śpiewali z członkami zespołu Republika. Jak wiadomo Republika nie gra razem od czasu śmierci Grzegorza, to było wyjątkowe wydarzenie - spotkanie po latach i z fanami i z innymi wykonawcami, między którymi znalazł się także nasz ulubiony Artysta. Krzysztof był poniekąd dumny, że Republika zaprosiła go do tego projektu, gdyż jak powiedział, on kojarzy się raczej z melancholijną muzyką, a nie z rockiem.  Z drugiej strony trochę się obawiał, jak to go przyjmą ortodoksyjni fani zespołu... Okazało się, że poszło rewelacyjnie, a fani Republiki śpiewali z nim piosenkę "Ciało" , którą wykonał. Mimo ekstremalnych warunków (mała zadymiona i duszna sala i ludzie stłoczeni na stojąco jeden obok drugiego) atmosfera czterogodzinnego koncertu była wspaniała. KK zaśpiewał ten utwór  na rockowo . Hmm, naprawdę chciałabym to usłyszeć...Może jakimś cudem ktoś to gdzieś nagrywał?
 
Wracajmy już jednak do niedzieli i do Poznania. Koncert był dopiero na 18, a wszyscy (w tym ja) byli obecni na Rynku już ok. 14. Garderoba mieściła się w dość ciekawym miejscu, mianowicie w części Muzeum Miasta Poznania mieszczącym się w Ratuszu u którego wejścia była scena. Po prostu w jednej z sal ekspozycyjnych postawiono na środku stół i krzesła, jakieś lustro i wieszaki. Początkowo nie było wiadomo, czy będzie ogrzewanie sceny. Piotrek z Witkiem stanowczo zaprotestowali przeciw podłączaniu instrumentów przy zimnej i wilgotnej pogodzie, gdyżgrozi to totalnym ich zniszczeniem. Całe szczęście Poznań oznacza świetną organizację, więc dmuchawa się znalazła w mig i zaczęła ogrzewać scenę z góryi z dołu.  Korzystając z czasu poszliśmy na obiad do pobliskiej restauracji "Bamberka" . To był taki luźny dość czas, żeby pogadać i trochę się odprężyć. No, muzycy mieli może tego czasu mniej bo jak już się scena nagrzała, to musieli podłączyć instrumenty i zrobić próbę. Tym niemniej mieli przecież wolną sobotę, co nie wszystkim na dobre wyszło. Biedny Bartek (basista) się czymś zatruł i naprawdę cienko wyglądał. Agata kupiła mu jakieś leki, ale mimo to czuł się fatalnie. Serio miałam obawy, czy nie padnie na scenie. Atmosfera w zespole ogólnie bardzo rozrywkowa i żartobliwa. Wiadomo jak to jest jak się jest zmęczonym i niewyspanym. ...W każdym razie momentami było bardzo wesoło.  Tak jakoś czas minął, że w końcu gdy Agata zakomunikowała, że już, już na scenę wszyscy się zdziwili.  
 
Wyszłam na zewnątrz. Nie było strasznie zimno, tylko lekko mokro i to nie było przyjemne. Muzycy, mimo tego nawiewu, przeważnie byli w kurtkach (oprócz Witka w eleganckim płaszczu), a biedny Bartuś nawet w czapce z nausznikami i goglach, który to strój Krzysztof dowcipnie określił jako  regionalny. Natomiast KK wystąpił po prostu w marynarce i jeansach. Potem twierdził, że było mu ciepło. Gorąca krew?
 
Sceneria koncertu było nastrojowa. Po lewej stronie sceny rzeźba z lodu przedstawiająca św. Mikołaja pędzącego w zaprzęgu z reniferami, a po prawej stronie choinki. Za nami telebim, na którym co kilka sekund pojawiał się inny "Anioł" -  czyli dziewczyna lub chłopak ubrani w skrzydła:) Koncert bowiem, odbywał się na zakończenie trzydniowej cyklicznej już imprezy organizowanej przez Urząd Miasta Poznania pod nazwą "Betlejem poznańskie", której głównymi atrakcjami były: "żywa szopka", wykonywanie po raz pierwszy w Polsce rzeźby z lodu (mieli kupę szczęścia, że trochę się ochłodziło dzień wcześniej), no i oczywiście koncert naszego ulubionego wokalisty:)
 
Koncert miał podobnych układ utworów jak ten piątkowy w auli z tym że tutaj usłyszeliśmy "Infinite Eyes", natomiast nie usłyszeliśmy  "Północ pusty bar"  i występującego w nim kasikosza. Krzysztof mi wyjaśnił, że po prostu w tych warunkach wcale by to nie zabrzmiało. Tłumaczyć musiał również Kayę, która miała gościnnie wystąpić w  Prócz Ciebie Nic , ale niestety rozchorowała się na gardło, po powrocie z Expo w Portugali i nie była w stanie nawet mówić, a codopiero śpiewać! Był taki lekki jęk zawodu wśród publiczności składającej się główniez par młodych ludzi, lub grupek młodzieży względnie młodych rodzin z dziećmi. Jednak to nie znaczy, żepubliczność źle się bawiła. Przeciwnie. Tradycyjnie już  "Lokator"  porywał, no i  hoho: można było, a nawet należało sobie poskakać, bo było jednak dość zimno. Właśnie przy okazji tego utworupadło zdanie tytułowe, gdyż Krzysztof powiedział, że to właśnie w Poznaniu powstał jego Fan Club który nazywa się jak ta piosenka: "Lokator"  i z którego się bardzo cieszy,i też dlatego tu, w Poznaniu czuje się zupełnie jak w domu, na co publiczność zareagowała entuzjastycznie.
 
Wspaniale był też przyjęty (podobnie jak w Auli) utwór "Od Świąt do Świąt" , następna okazja do skakania, podobnie jak  "gloria, gloria" w kolędzie "Gdy się Chrystus rodzi". Ta  wstawka  jest absolutnie świetna, zupełnie jak z songu gospel. Tradycyjnie Artysta pożegnał publiczność "Kołysanką"  i zniknął. Wtedy się działo! Krzyki, owacje i skandowanie: "Krzysztofa! Krzysztof!" Na bis "Prócz Ciebie Nic" , KK zaproponował wspólny śpiew, który ochoczo podjęła publiczność, kołysząc się nawet jak fala wzorem festiwalowym:) To było niepowtarzalne i nawet z daleka było widać jak bardzo ucieszyło naszego Ulubieńca. Zresztą potem wyraził to głośno, że to jest COŚ jak schodzi się ze sceny z poczuciem  satysfakcji, że publiczność się świetnie bawiła i że im się super podobało.  
 
Po koncercie odnalazłam Monikę Ż., która przyszła trochę później na koncert i nie była w stanie mnie namierzyć, i udałyśmy się do garderoby.Przedtem zapytałam Agatę czy możemy się po koncercie pojawić razem. Muzycy podobnie jak KK bardzo zadowoleni z koncertu. Bartek chyba najbardziej z tego że się nie przewrócił z osłabienia (miał gorączkę). Naprawdę go podziwiałam, gdybym nie wiedziała, że jest chory, nic bym nie zauważyła na scenie.  Witek natomiast pokazał gest  OK.  i stwierdził: "Poznań go kocha!". Po chwili Agata przywoła KK do porządku uświadamiając mu, że przecież tam na zewnątrz czekają ludzie na autografy. Znowu? Nie do wiary: Empik, Aula i jeszcze Rynek. My z Moniką zostałyśmy z muzykami, podczas gdy techniczni pakowali sprzęt. Po jakimś czasie wrócił Krzysztof, ale z kolei musiał udzielić wywiadu TVP 3....Artyści momentami nie mają lekko (albo nawet całkiem często...).  

 

Około 20-tej zespół wraz z Agatą był gotowy do odjazdu w kierunku Warszawy, natomiast KK wybierał się na jeden dzień do Wrocławia (następny plus Poznania: stąd jest blisko do Wrocławia:)), ale do pociągu miał ok. 2 godz. jeszcze. Agata nie wiedząc, że Krzysztof wcześniej już z nami ustalił,że gdzieś pójdziemy pogadać, spytała: "Zajmiecie się nim trochę?" . Jakieś pytanie retoryczne, bo czy jest jakiś fan, który by się nie zajął swoim Artystą? Skwapliwie potwierdziłyśmy, że tak, jasne, jasne. Pożegnaliśmy się więc z wszystkimi życząc sobie "WesołychŚwiąt" i poszliśmy w  pierwsze wolne, spokojne miejsce , gdzie można było trochę posiedzieć. I to było bardzo przyjemne zakończenie niemniej przyjemnego dnia:)


KK udał się taksówką na dworzec, zabierając po drodze Monikę, która jechała w tym samym kierunku (przynajmniej do dworca), natomiast ja nakierowałam się w zupełnie odwrotną stronę udając się do domu pełna wrażeń z tak ciekawie spędzonego weekendu.


(Monika.S)

 
Next >
Joomla Templates by Joomlashack