Co już się tradycją stało najpierw miałam do Opola nie jechać, potem miałam jechać, KK się ucieszył, wejściówki były, a tu znowu jakieś przeszkody .....natury materialno-po-bytowej:) bo dużo tych wyjazdów w tym miesiącu, a hotelu w Opolu zero...Stwierdziłam: dobra nie jadę! Potem czytałam sms-esy jaka ta piosenka Grechuty trudna i że chyba dobrze pójdzie.... i że szkoda by było jakby mnie nie było w Opolu...To faktycznie jak tak, FC powinien być, mimo, że jak widziałam tą pogodę za oknem - wizja moknięcia i marznięcia w amfiteatrze raczej nie była mi miła...I myślę sobie: no to cudu mi trzeba chyba - bez większej nadziei.
Ale wiecie: cuda się zdarzają! W tym konkretnym przypadku cudem okazała się być Kasia z FC(z Gdyni) , dzięki której dojechałam i wróciłam i miałam gdzie spać (hotel 8 km od Opola). WIELKIE DZIĘKI!
Do Opola pojechałyśmy w sobotę, gdyż nikogo z nas nie interesował koncert Superjedenek ponadto KK i Agata też mieli być dopiero w sobotę, a z nimi wejściówki. Miasteczko jest przeurocze! Jedno z najładniejszych pewnie w Polsce. Mile mnie to zaskoczyło, bo ta nazwa taka bura i ten dworzec w drodze na Kraków też. Tymczasem jest to kolorowe miejsce, oczywiście w dniach festiwalu sto razy bardziej kolorowe:) Pagórki, urokliwe uliczki, oryginalne budynki w tym ratusz na rynku, który przypomina budowlę bliskowschodnią, baszta przy amfiteatrze, którą widać w TV podczas transmisji, stare kościoły, no pięknie! Poszłyśmy coś zjeść i potem nie bez małych zawirowań czasowo-lokacyjnych odebrałyśmy wejściówki. Hotel i znowu w Opole na festiwal.
Okazało się, że nasze piękne (hmmm, takie sobie w sumie) identyfikatory jak zwykle nie upoważniają nas do siedzenia na widowni, chyba że jest wolne. Jednak luda sporo przybyło tak, że pozostały nam miejsca stojące. Było ładnie i nawet ciepło. Niestety, w odbiorze koncertu premier skutecznie przeszkadzał ów lud właśnie, przechadzający się z kiełbasami itp. średnio co 30 sek . Lud ten sprawiał wrażenie jakby przyszedł na piknik.
Koncert - jak dla mnie taki sobie. Właściwie podobali nam się tylko KK, Zakopower i Rynkowski. Reszta - bardzo cienko. Piosenka Krzysztofa zaczarowała nas. No i dobra co można o takiej piosence powiedzieć??? Słucham propozycji??? "Piękna piosenka" , "Cudowna piosenka",urocza, romantyczna, słodka ....I wszystko to są banały. Niestety jednego z nich użyłam rozmawiając w przerwie z Krzyśkiem. Zawsze mam z tym problem, żeby wyrazić to co sprawia muzyka, ale czy to w ogole się da?! W każdym razie faktem jest, że czekam z utęsknieniem na Olę, która ma to mp3 (a wyjechała - teraz akurat!). Ludzie z kiełbasami nawet nie byli w stanie popsuć efektu i klimatu, który stworzył nasz Artysta. I brawo Jacek Cygan - mistrz tekściarzy, acz u mnie na drugiej pozycji po Piasku.
Zakopower mieli power jak zwykle. Przeszło-minęło mi na nich, ale na żywo bierze bardzo pozytywnie! Do Pana Rynkowskiego mam ciągle sentyment i podziwiam głos jak dzwon i werwę mimo wieku no....średniego;). Piosenka bluesowata taka, bardzo energetyczna jednak. Reszta minęła bez echa - średnio średnio, no chyba, że Doda - taka pozytywna, ale już nikogo więcej nie pochwalę. Bez oczywistego fanclubowego zachwycenia obiektywnie można stwierdzić, że najlepiej w tym koncercie wypadł KK. Dostałam potem serię sms-ów od fanów Piaska jak bardzo im się podobało, i to nawet tym (nielicznym), którzy normalnie za KK nie przepadają. Bardzo to miłe było.
W przerwie ruszyłyśmy w stronę kulis. Niestety - niemiła niespodzianka - w tym roku nie wolno było nawet z identyfikatorem wejść. Dzwoniłam do Agaty, ale chyba nie słyszała telefonu.... W końcu ubłagałam pana "wpuszczającego" , że ja tylko na 5 min. Chciałyśmy się jakoś poza terenem umówić z Artystą niekoniecznie tego samego dnia. Kiedy weszłam w gęsty papierosowy dym kawiarni koło sceny, gdzie panował tłok jak w tramwaju w godzinach szczytu, poczułam się jak szczur w kanale mniej więcej, tylko ze szczur ponoć wie zawsze w którą stronę ma iść. Ze mną było gorzej. Miałam jednak dużo szczęścia bo całkiem na widoku siedział KK w towarzystwie: Willy Bella, Witka z żoną (przepraszam, nie pamiętam imienia) i Agaty. Krzysztof przedstawił mi Willy Bella a jemu mnie jako "szefa FC" oczywiście. Zamieniłam z Willy'm dwa zdania. Okazało się że jest od dwóch miesięcy w Polsce, bardzo się mu tu podoba i chyba zostanie. "Co, ale na zawsze?" , spytałam. "No nie wiem czy na zawsze ale na pewno na dłużej". "A dlaczego tu jest lepiej niż w Wiedniu? . "Ludzie. Bardziej przyjacielscy, bardzo mili." A on sam też bardzo miły, spokojny, taki zupełnie nie amerykański. Może się już zeuropeizował? ;)
Potem rozmawialiśmy z KK a Willy dołączył do Witka. W sumie byłam na początku zdegustowana, że dziewczyny nie mogły tam wejść, ale Agata i KK przyznali rację organizatorom twierdząc, że nie byłoby gdzie pomieścić tych ludzi. Fakt! Poza tym ja to się dziwiłam jak tam można wytrzymać dłużej niż 5 min! Ale można bo ledwo ledwo ale posiedziałam 15 min. No i właśnie powiedziałam ten banał że "Piękna piosenka i bardzo nam się podobała" Świetnie! Jak Ola z przedszkola! (sorry Ola:)) Krzysiek powiedział, że bardzo chętnie by sobie zobaczył koncert no, ale jak ma tam wyjść "w kostiumie".To mnie rozbawiło:). Przecież to był po prostu czarny garnitur. Spokojnie mógłby. Ostatecznie strasznie żal mi było tych artystów ukiszonych - uwędzonych w tym ciasnym pomieszczeniu. Koniec końców umówiliśmy się mniej więcej na niedzielę po koncercie Grechuty i uciekałam stamtąd bo naprawdę klimat nie do życia a na zewnątrz czekały dziewczyny przecież.
Ekipa nasza podzieliła się na dwie grupy: ja i Wer, i Kasia i Grażyna. Pierwsza wybyła na miasto, druga została na kabaretach. Poszłyśmy pogadać. Wer docelowo przyjechała na ten jeden dzień (bo - sesja!) ale jak zobaczyła kto jeszcze prócz KK występuje w koncercie Grechuty to umarła z wrażenia i stwierdziła, że zostaje.