Szukaj na stronie...

Logowanie






Nie pamiętasz hasła?
Sopot 2005
Spis treści
Sopot 2005
Strona 2
 

A ta najważniejsza refleksja? Otóż: są tacy, którzy wygrywają festiwale i tylko czasem wzruszenia w sercach i są tacy, którzy wygrywają ZAWSZE niepowtarzalne wzruszenia w sercach i czasem też festiwale  Nie muszę pisać, do której kategorii zalicza się Krzysztof prawda?

Właśnie. I w tej kategorii można zdobyć niezliczoną ilość słowików: bursztynowych, złotych, srebrnych czy  jakich kto chce. Ja sama mogłabym przyznać Krzysztofowi takich słowików stada całe! Usiądźcie sami i pomyślcie ile było takich momentów, kiedy z powodu tego głosu i tej muzyki odlecieliście w zupełnie inny świat? A każda podobna chwila warta jest nie tylko "słowika" , jest po prostu bezcenna, jest sama w sobie warta, żeby dalej pisać, komponować być na scenie (nawet na festiwalach )....

Reasumując: jeżeli Krzysztof Kiljański potrafi dotrzeć do głębi serca, to po co mu słowiki  i inne nagrody? Czy to nie jest właśnie to szczęście o którym marzy każdy artysta? Krzysztof po raz setny Ci to powtórzę: masz niezwykły talent i najpiękniejszy głos i dlatego my (choć czasem zdarzają się nam  niewypały )  nigdy sobie nie
odpuścimy takiego  "Słowika"  jak Ty!!! (kto ma inne zdanie, jest proszony o wypisanie się z FanClubu). I właśnie to powinien Artysta ode mnie usłyszeć w sobotę. Teraz sobie to uświadomiłam do bólu. Przepraszam Cię Krzysztof, bo chyba nieźle nawaliłam... , ale to nie była zła wola.

Tym sposobem dotarłam do niedzieli. Tego dnia po kolacji siedząc koło sceny obserwowałyśmy  artystów, którzy dopiero zmierzali w stronę kawiarenki, gdzie wydawano też posiłki. Pojawił się Piasek,chciałoby się napisać nie: "cały w skowronkach" a "cały w słowikach" mając praktycznie wypisaną na twarzy wygraną (artyści wiedzieli wcześniej niż ogłoszono wyniki oficjalnie). Niedługo potem pojawili się Witek z Krzysztofem. Coś tam zjedli bardzo "na skróty"  i poszliśmy pogadać. Rozmowa o wynikach konkursu, które artystom były już znane. Żadnego zaskoczenia nie było. Rozmowę przerwał telefon od Ani, która zapowiedziała, że zaraz pojawi się pani z radia 97,5 czy coś podobnego na krótki wywiad. Niedługo po tym epizodzie Krzysztof i tak musiał iść. Umówiliśmy się na bliżej nieokreślone  "później", co nie było takie proste do zrealizowania, biorąc pod uwagę fakt, że wszyscy  chcieliśmy obejrzeć Simply Red. Koncert przed Simply Red był średni pod każdym względem, jak sami wiecie.... Rozśmieszył mnie jedynie ten pan Patrizzio Buano de Italia, który chciał Sopot przerobić na San Remo i prawie mu się ta sztuka udała....Publiczność była zachwycona.

"Później"  miałam lekkie zawirowanie z telefonem, który zgubił zasięg i praktycznie przez przypadek weszłam prosto na Krzysztofa i Anię, którzy  do mnie dzwonili, za to zgubiłam moje koleżanki. Krzysztof stwierdził, że teraz to już naprawdę ma tylko chwilę, więc szybko- szybko odeszliśmy w bok,żeby mógł podpisać kilka singli dla fanów. Potem praktycznie się pożegnaliśmy już, bo zaraz miał być Simply Red. Znalazłam jakoś dziewczyny  i poszłyśmy na górę na widownię oglądać koncert.


Nie wiem czy przeleciały dwie pierwsze piosenki czy więcej, kiedy nagle usłyszałyśmy za plecami:  "Dobry wieczór paniom". Krzysztof. Niezła niespodzianka. Dla niego niezła atrakcja: oglądać coś na festiwalu z widowni. Żałował, że w Opolu nic nie widział. Praktycznie prawie cały koncert z nami obejrzał. Pod koniec wyszedł "na chwilę", ale już nie wrócił. Potem się okazało, że pod sceną  zwinęła go niejaka Emi, która jest niesamowitą
gadułą i "dzięki"  której Krzysztof stracił 3 najlepsze numery Simply Red, na koniec koncertu.. Miałam okazję też "dziewczynkę" poznać. Rzeczywiście dziewczynka ma 17 lat, jakoś nie byłam świadoma, że ona taka młodziutka jest. Wleciałam jeszcze z dziewczynami na koniec do kawiarenki, bo one nie miały okazji się przedtem pożegnać, więc tak szybko kilka słów na koniec i znowu goniła nas kolejka skm .

W poniedziałek było nam naprawdę dziwnie, że nagle NIE MA FESTIWALU! Jednakże fizycznie było to dość wyczerpujące i gdyby na przykład taki festiwal w Sopocie miał trwać tydzień trzeba by chyba przyjąć styl życia artystów: spać w dzień, działać w nocy, bo inaczej byłoby ciężko. W każdym razie miałyśmy niezłą przygodę. Może jednak kiedyś się taka
powtórzy?

Miejmy taką nadzieję.

 

(Monika S.)



 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Joomla Templates by Joomlashack